Kiedyś gdzieś przeczytałam bardzo mądre zdanie. Zdanie, które lubie sobie czasami przypominać…

„Ludzie mają tendencje do idealizowania przeszłości”

Bardzo dużą. A ja to już szczególnie. Nie oszukujmy się, nie jestem teraz w najlepszym etapie mojego życia. Utknełam w pewnym punkcie i nie za bardzo wiem jak ruszyć dalej. Może przyjdzie czas na szczegóły…

I teraz, bardzo często „wracam” do swojego życia 3-5 lat temu. Nagle wydaje mi się, że było cudowne. Miałam pracę, w której zarabiałam bardzo dużo, zwłaszcza jak na dwudziestokilkulatkę, bez skończonych wtedy studiów (chociażby licencjackich). Wydaje mi się, że miałam cudowną atmosferę w pracy, cudownych ludzi. Że po pracy wracałam rowerkiem przez słoneczne miasto, pół godzinki, po godzinach szczytu, parki 2 po drodze, zero korków, cisza i relaks. Do domu, w którym czekała osobą, którą wtedy kochałam. Że były miłe kolacje, miłe wieczory i świetne weekendy. Jakby nie patrzeć cudowny czas, najszczęśliwszy w życiu.

Nie prawda.

Miałam pracę, w której owszem, zarabiałam swego czasu bardzo dużo. Miałam ludzi, z którymi owszem, miałam swojego czasu świetny kontakt w pracy i po pracy. Miałam rower(y), którym jechałam przez pachnący słonecznym popołudniem park. Miałam samochód, nie stałam w korkach, bo w godzinach moich dojazdów już ich nie było. Miałam obiad i miły weekend.

Czasami.

Bo z czasem praca przerodziła się w jeden wielki stres, a pieniądze znacznie się zmiejszyły. Na ludzi już nie mogłam patrzeć, nie mogłam ich słuchać, już nawet nie chciało mi się  z nimi palić, nie mówiąc o wychodzeniu z nimi po pracy. Nienawidziłam swojej drogi do pracy, zwłaszcza jej części. Bo jak jechałam rowerem widoła przez wstętną patologiczną dzielnicę miasta, a jak jechałam samochodem to przez ulicę w tej dzielnicy z chyba największymi dziurami w jezdni w mieście. Słoneczne powrotny przez pachnący park były. Ale ile dni w roku było pięknie i ile razy ja potrafiłam to docenić? Zwykle chciałam jak najszybciej być w domu, głodna i zła. A kolacje nie zawsze czekały. Właściwie to rzadko kiedy. Wieczory nie były dobre, a weekedny miłe. Bo nie było co robić w tym mieście (moim zdaniem na tamte czasy, choć prawie największe w PL), a ja jeszcze musiałam co drugi weekend studiować. Przez 5 lat znienawidzony, nudny kierunek.

A ja miałam w głowie inne cudowne miasto. Notabene te w którym mieszkam teraz.

I wcale nie jest cudowne. Może ma cudowną infrastrukturę dla rowerzystów (najlepszą na świecie ma według statystyk), ale wcale nie czuje się szczęśliwa. Bo przecież tak „cudownie” było w tam. Miałam TAK BARDZO cudowną pracę, ludzi, mieszkanie i miłość. A teraz nie mam nic.

„Uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić”

Przechodząc do sedna… Cały czas do mnie to dociera, cały czas próbuje to sobie wytłumaczyć. Więc może muszę to napisać, żeby w to uwierzyć…

To jak jest zależy tylko od nas. DOBRZE jest w naszej głowie. Wszytsko zależy od tego jak do czegoś podchodzisz. Nigdy nie będzie dobrze, jeśli będziemy myśleć o przeszłości  i o tym „jak byłoby jakby…” Jest tu i teraz. Nigdy już nie będzie dzisiejszego dnia. Nigdy już nie będzie 30 kwietnia 2016 roku, który to powinnam wykorzystać lepiej, bo nie był taki jaki mógłbybyć. Ale już prawie miną. To jak wykorzystam te pozostałe 3 godziny kwietnia 2016 roky zależy tylko ode mnie. I to się liczy. Teraz. Jutro ważne będzie jak wykorzystam 1 maja 2016 roku. Ale to dopiero jutro. Więc zostańmy jeszcze przy DZIŚ.

Reklamy