Od prawie 2 tygodni mam trochę mniej wolnego czasu. A to dlatego, że znalazłam pracę. Właściwie to mogłam ją mieć już kilka miesięcy temu, tylko bardzo się przed nią wzbraniałam. Nie odbierałam telefonu, bo wiedziałam, że dzwonią ze sklepu na Z. którego jako konsument prowadzę osobisty bojkot. Ale wszystkie planowane przylewy przychodzące się skończyły, a oszczędności zaczeły wyglądać coraz gorzej i musiałam wysłać im ponownie CV. Zadzwonili jeszcze tego samego dnia. Tak bardzo mnie chcieli. Mam kontrakt na 24h w tygodniu i nienawdzię każdej minuty tam spędzanej. Tyle, że muszę tam pracować. Jednocześnie szukam czegoś innego i mam nadzieje, że odejdę z tamtąd wkrótce, ale z własnej woli.

Za równo 5 tygodni będę już po I części państwowego egzaminu z holenderskiego. Teraz widzę, jak mało wiem. Co prawda zdarza mi się rozumieć klientki w Z. ale z odpowiedzeniem jest im gorzej. Egzamin to poziom b2, czyli taki, który upoważnia mnie  ewentualnie do studiowania w języku holenderskim (nie żebym się wybierała…). Egzaminu nie mogę przełożyć, ale to jak pójście na mature z polskiego z moją wiedzą obecną, po 8 latach od jej napisania. Więc prawodpodnie czekać mnie będzie w tym roku jeszcze jedno podejście za kilka miesięcy, ale skutek i tak będzie podobny. Kiedyś na pewno będę musiała go zdać, ale mój holenderski faktycznie wtedy powinien być dobry.

To już też 3 rok z rzędu kiedy nie mogę sobie zaplanować wakacji. Zawszę moja sytuacja „pracowa” jest niepewna i nie wiem kiedy będę zaczynać lub kończyć pracę. Baa, nawet wyjazdu dłuższego niż na kilka 2 nie mogę sobie zaplanować. Kiedy okres wakacyjny się zbiża, ja czuje że też mogłabym gdzieś pojechać i wtedy okazuje się, że wszędzie jest za drogo i wszytsko zarezerowowane. Marzy mi się prawdziwy urlop. Kiedy to biorę 2 tygodnie wolnego w pracy, kiedy wiem kilka miesięcy wcześniej gdzie i kiedy jadę. Chciałabym wyskoczyć gdzieś poza Europę, jest tyle miejsc, które chciałabym zobaczyć. Tymczasem nawet nie mam szans na wyjazd na mazury bo wszysko jest porezerwowane. Planuje sobię wyjazd tygodniowy, w tym czasie mam zamiar posiedzieć trochę w PL i wybrać się na kilka dni z bratem na wakcje. W chwili obecnej Rzym wychodzi mi najtańszą opcją, ale we Włoszech byliśmy w zeszłym roku i bardzo mi się nie pdodobało.

Kolejną rzeczą, na którą czekam poza pracą, zdaniem egzaminu i wakacjami są pieniądzę ze zwrotu podatku. Suma powinna mi wystarczyć na zakup mojej wymarzonej lustrzanki i w końcu robić zdjęcia. Mój stary Iphone już się do tego średnio nadaje, a poza tym zdjęcia robi się aparatem, a nie tel. Czekam na chwilę, gdy będę chodzić na poranne niedziene spracery i trzymać w ręku mojego wymarzonego Canona. I przede wszytskim będę mogła dodawać zdjęcia na bloga. Nie chcę dodawać tych robionych iphonem, bo nie chce tu bylejakości.

 

Reklamy