Z racji tego, że moja finansowa przyszłość w najbliższych kilku miesiącach jest dość niepewna muszę dość mocno zacisnąć pasa i kontrolować swoje wydatki. Na początku lipca ustaliłam sobie budżet w exelu, a w nim pod kategorie na co i ile mogę w tym miesiącu wydać. O ile ze wszytskimi wydatkami idzie mi dość dobrze, wszytsko zapisuje to najbardziej gubi mnie… supermarket. Rzadko mam czas i ochotę robić większe zakupy, dlatego też większość rzecz kupuje na bieżąco. Niestety dość nie przemyślanie, bo zwracam zmęczona po pracy i wpadam do niego po drodzę bo coś pół gotowego, albo dużo kilka zapychaczy. Nigdy nie są to rzeczy zdrowe dodajmy. Więc straciłam rachubę w takim wydawaniu po kilku dniach mojego lipcowego eksperymentu. Muszę któregoś dnia usiąść i usupełnić wszystkie wydatki w kategorii „zakupy spożywcze”. Na szczęście (albo niestety) za wszytsko płace kartą i wiem co, gdzie i za ile. Wiem na pewno, że 2 dni takich moich pochopnych zakupów to ok. €20, więc cena bluzki w sieciówe. Chyba każdy wybrałby bluzkę, prawda?

Ale nie odchodząc za bardzo od tematu…

Po pierwsze zapisuj wszytskie wydatki. Nawet najdrobniejsze zakupy, niedzielny wypad po bułki do śniadania czy szalik z lumpeksu za 2 zł. Wszyskie te małe zakupy w skali miesiąca dają naprawdę niewyobrażalne kwoty. Ja byłam przerażona już w pierwszym tygodniu.


Po drugie ustal na co i ile możesz wydać. Ja mam w swoim budżecie takie kategorie jak rozrywka, jedzenie na mieście czy transport. Na ten ostatni ustaliłam sobie bardzo niski budżet w tym miesiącu. Gdy go przekroczyłam natychmiast przesiadłam się na rower. Pojawiła się też kategoria „kosmetyki”. Byłam pewna, że w tym miesiącu niczego nie potrzebuje i dzięki temu nie będę bezsensownie wchodzić do drogerii. Niestety nieprzewidziałam, że zapasy szamponu i odżywki akurat znikną z mojej półki. O ile z szamponem nie dało rady, tzn. trzeba było kupić o tyle odżywkę postanowiłam zastąpić maską, której mam sporo w zapasie i w końcu ruszyć „magiczne” spray’e mające pomagać rozczesywać włosy. Wcześniej jakoś nie chciał mi się ich używać, teraz jest ku temu okazja.


Po trzecie przelewaj część pensji od razu na konto oszczędnościowe. Nie licz na to, że przelejesz nadwyżke pod koniec miesiąca. Zwykle nic nie zostaje. W Polsce miałam fajną opcje, że mogłam tylko kilka razy w roku wypłacić pieniądzę z konta oszczędnościowego, w przeciwnym razie bank naliczał % od środków zgromadzonych na koncie. Tutaj niestety w bankach nie ma takiej opcji i niestety przelewać można pieniądzę bez konsekwencji finansowych, z czego za często zdarza mi się korzystać.


Po czwarte sprzedawaj. Spójrz na swoje mieszkanie, swoją szafę z perspektywy konsumenta. Otacza Cię masę rzeczy, które są fajne, bo przecież wydałaś na nie pieniądze. Czy aby na pewno wszytsko jest Ci potrzebne? A może coś się znudziło, a jest wciąż w dobrym stanie. Na pewno masz takie rzeczy w szafie, w salonie czy na półce z książkami. Wystaw na allegro czy olx tyle na ile Ci pozwoli czas i sentyment. Z tego czasem zbiera się ładna kwota, która może wystarczyć na wyjazd weekendowy, wakacje czy nową torebkę. Ja mam połączone konto na allegro z kontem oszczędnościowym, dzięki czemu nie kusi mnie aby wydawać.

IMG_0532


Po piąte korzystaj z darmowego. Nie chodzi mi o chodzenie po supermarkecie i jedzenie lunchu na stanowiskach z promocyjnym poczęstunkiem. Ani to fajne, ani zdrowe. Mam na myśli na przykład szerokopojętą kultuę. Wypożyczaj książki i czasopisma z biblioteki, czytaj darmowe magazyny (Metro, gazetki wydawane przez różne instytucje czy miasto). Nie w każdej bibliotece jest możliwośc wypożyczenia najnowszego ulubionego magazynu, ale często jest możliwość przejżenia go na miejscu, co jest też fajną okazją na rozmowę z innymi o ile nie jesteśmy w strefie ciszy.  Wiem, że w Polsce biblioteki nie są jeszcze w 100% przyjazne czytelnikom, czasem są zapuszczone i dosłownie nic tam nie ma. w Holandii biblioteki są super przyjazne, są najnowsze książki, dobre płyty czy najnowsze gazety, również te bardziej „fancy”. Bywają połączone z designerską kawiarnią, sklepem czy miła knajpką na ostatnim piętrze. Nie mam nic za darmo, bo pakiet podstawowy  kosztuje mnie ok. 35 euro rocznie, ale wiem, że w ciągu roku na prawdę „korzystam” z tych pieniędzy i przyczyniają się one do rozwoju miejsca, w którym jestem częstym gościem. W Polsce zwykle chcemy tylko „wyjmować”, rzadko z własnej woli dorzucamy się do wspólnego dobra. Ale to chyba temat na oddzielny wpis.


Po szóste korzystaj z tego co już masz. Nawiązując trochę do punktu 5… Czy aby na pewno przeczytałaś już wszystkie książki i gazety jake masz w domu? Ja mam ich trochę. Jak jestem w PL kupuje coś na zapas/do samolotu i często nie mam czasu i ochoty czytać tych wszytskich gazet do najbliższej wizyty. Podobnie jest z książkami. Zamwawiam zwykle minimum 5 książek, po 3 miesiącach przylatuje ponownie, znowu zamawiam, nie mam przeczytanych jeszcze wszytskich poprzednich i po roku okazuj się, że czeka na mnie 10 nietkniętych książek, które tak bardzo chciałam przeczytać „na już”.


Po siódme zwróć/zareklamuj. Wiadomo, wyprzedaże. Kupiłam kilka ubrań, pogoda nie była jeszcze idealna, więc moje letnie sukienki i bluzki leżały w szafie z nieoderwanymi metkami. Sprzątałam, podliczyłam ceny z metek i znowy doznałam szoku. Z małych kwot duże pieniądze. Stwierdziłam, że skoro nie miałam okazj nosić tych ubrań przez prawie miesiąc, nie myślałam o nich w tym czasie za bardzo, a przy tym zaspokoiłam swoją potrzebę zakupu to ich chyba nie potrzebuje. Zwróciłam co się dało i na konto wpadło trochę pieniądzy. Postanowiłam zareklamować też 2 rzeczy, z którymi dość długo zwlekałam. Na szczęście w Holandii procedura reklamacyjna to często zawołanie kierownika sklepu, podpisanie pragonu reklamacyjnego i wyjście z gotówką, bonem lub nową rzeczą. W Polsce ciężko nauczyć firmy prawidłowej procedury rozpatrywania reklamacji. Sama kilka lat temu walczyłam z firmą Ecco, o zwrot pieniędzy za balerinki za 500 zł, które rozwaliły się po miesiącu, wg. rzeczoznawcy „przez nieprawidłowe używanie na twardej powierzchni, prawdopodobnie na chodniku”. Używanie butów po chodzenia po chodniku (!!!)… Zbrodnia przeciwko butom wręcz. Napisałam meila do biura obsługi w Danii, centrali firmy, z tłumaczeniem i kopią orzucenia reklamacji. Telefon zadzwonił już natępnego dnia, żebym przyniosła buty to zwrócą mi pieniądze. Uważam, że każda reklamacji można załatwić, trzeba tylko walczyć i pokazać, że ma się czas, nie wyjść ze sklepu bez satysfaksjonującego nas rozwiązania. Za łatwo wyrzucamy t-shirt z Zary czy H&M skręcony na szwach po prawidłowym praniu. Zwykle nie kosztuje on mniej niż połowa dnia pracy przeciętnego Polaka. Czy warto pracować pół dnia, w nie zawsze miłej pracy za jednorazowe użycie t-shirtu?


Po ósmę wybieram jakość. Całkowicie zgadzam się ze zdaniem „Jestem biedny, nie stać mnie na tanie rzeczy”. Mam 3 torebki. Szary worek, czarnego shoppera i mała „wyjściową”. Cena tych 3 torebek łacznie to około 3 tysiące złotych. Mam je średnio od 2 lat. Pewnego dnia sprzedałam wszytskie swoje tańsze torebki i kupiłam jedną z nich, którą używam praktycznie codziennie, pasuje mi do wszytskiego i wciąż wygląda jak nowa. Posłuży mi jeszcze długie lata. Tak samo jak 2 pozostałe. Ile torebek kupujemy średnio w ciągu roku? Sądząc po instagramowych zakupach, widokach ulic i moich znajomych dużo. Kupienie 3 torebek w sieciówce w przeciągu sezonu spokojnie będzie to te 3 tysiące po 2 latach. Tyle, że te 3 mi wystarczy, nie kuszą mnie nowe, wiem że są porządne i nie mam problemu pt. „która dzisiaj”.

 

Reklamy