Warszawa jeszcze do niedawna kojarzyła mi się z bólem głowy. Moje rodzinne miasto położone jest tuż obok niej i zawsze z zakupów czy ze studiów wracałam z bólem głowy. Od dzieciństwa. Aż do pewnego kwietniowego dnia tego roku, kiedy spędziłam w niej pare dłuższych chwil. I zaczełam się w niej podkochiwać.

img_1030

Pałac Krasińskich. Kolejny przykład jak rozwija się miasto. Tu przed remontem jeszcze kilka lat temu.

Nie jest tajemnicą, że Warszawa rozwija się w ogromnym tempie. Może nie jest to widoczne dla mieszkańców, ale dla mnie, gdy nie bywam w niej już tak często, zachwycam się nią na nowo co kilka miesięcy. Największy rozwój przypadł (moim zdaniem) w okolicach 2010-2012 roku, przed przygotowaniami do Euro. Ale Euro się skończyło, a Warszawa dalej próbuje dorównać europejskim metropoliom. I myślę, że za kilka lat ma na to duże szanse.

Już nie ma problemów ze zjedzeniem dobrego śniadania na mieście,  z poruszaniem się po  rowerem (no dobra, Amsterdam to to nie jest) czy ze znalezieniem ciekawych sposobów na spędzenie popołudnia. Mam wrażenie, że Warszawiakom nie może się nudzić. Za każdym razem brakuje mi czasu, żeby zrobić choć w 1/3 to co bym chciała. Szkoda tylko, że warszawskie i (ogólnie polskie) ceny i zarobki nie pozwalają przeciętnej polskiej rodzinie na spędzenie niedzielnego popołudnia; z choćby małą porcją rozrywek, bez odczucia tego później w portfelu. Może stąd ta wieczna flustracja rodziców na spacerach czy zakupach, które w założeniu miały być miłe i przyjemne dla obi stron. No ale tym razem nie o tym… Wracając do tematu; to przykre, że kawa kosztuje tyle samo, a czasem nawet więcej niż w Amsterdamie, komunikacja miejscka nadal wciąż śmierdzi, jest latem za gorąca, a zimą za zimna, a ludzie tak mało się uśmiechają, bywają „nadęci” i zestresowani.

Nie mniej jednak jestem zachwycona. Coraz większczą czystościa miasta, dobrym jedzeniem i stylem ludzi. W Warszawie łatwiej mi spotkać dobrze ubranych ludzi niż w Amsterdamie, którzy nie wyglądają tak samo w zależności od tego co jest akurat modne w mieście (serio!). Wczoraj wróciłam z weekendu w Dusseldorfie i Kolonii i nigdy nie sądziłam, że to powiem, ale Warszawa wygląda nieporównywalnie czyściej niż te miasta.

To co powinno się w najbliższym czasie zmienić to podejście do transportu w mieście. I chodzi tu zarówno o podejście władz, jak i samych mieszkańców. Jest lato, gorące, dawno takiego nie było… Tramwaje nie wytrzymują temperatury, ludzie w nich też nie, psują się flustrując tych drugich. Kierowcom też nie dobrze w korkach… Czemu nie rower? To przyjemne pare minut po czy przed pracą, zero korków, problemów z miejscem parkingowym, radość od wiosny do jesieni. Czasami nawet w deszczu jest miło. Jeśli nawet droga rowerem zajmuje godzine to i tak zwykle jest to szybciej niż samochodem czy auobusem w godzinach szczytu. Polacy (moim zdaniem) mają najlepsze godziny pracy w Europie. Praca od 7.30-8? Koniec o 15.30? Godzina 16 oznacza wolność? Jezu, też tak chce… W Holandii zwykle kończy się najwsześniej (!!!) o 17.30. Powrót, kolacja równa się godzina 19. Tyle, że powrót z pracy samochodem  zwykle w Polsce oznacza tą samą godzine. A więc do pracy na rowery Rodacy 🙂

img_1010

Uwielbiam te wszystkie kamieniczki na Muranowie

img_1014

Te przyblokowe ogródki starszych pań na Muranowie… Jestem absolutnie zauroczona !

img_0999

Reklamy