Kiedy myśle „wrzesień” automatycznie przepełnia mnie wewnętrzne ciepło i radość. Każdy wrzesień w moim życiu to tylko dobre wspomnienia. Od najmłodszych lat cieszyłam się, że wrzesień oznacza powrót do przedszkola, możiwość (w końcu!) używania nowych przyborów w szkole i najcudowniejszą pogodę w roku. Bo to wciąż jeszcze lato, ale w nowych kolorach. 3 razy w moim życiu rzucałam/kończyłam prace we wrześniu i za każdym razem to oznaczało w dłuższej perspektywie coś lepszego. Czyli wrzesień to idealne temperatury i mądre decyzje. I w końcu ubrania. Nigdy nie jest mi tak łatwo ubierać się jak jesienią i nie wiem jak to jest, ale wtedy właśnie czuje się najbardziej „w moim stylu”. Wrzesień to też moje urodziny, co chyba cieszy mnie najmniej we wrześniu. Ciekawe czy to, że urodziłam się we wrześniu wpływa jakoś na moją miłość do tego miesiąca.

Nie wiem co przyniesie ten wrzesień. Właściwie jesteśmy już na półmetku. W perspektywie póki co jest jedno miłe wydarzenie, a mianowicie urodzino-eksperymentalna kolacja. Ponadto przez resztę miesiąca czeka mnie dużo pracy i mam nadzieje, że również dużo nauki nowych rzeczy. We wrześniu mam też nadzieje robić dużo zdjęć, co wiąże się ze wspomnianą pracą i nauką oraz szukać odpowiedzi na kilka pytań.

Bardzo żałuje, że nie udało mi się wpaść na kilka dni do Polski w tym miesiącu. Moja ukochana jabłonka właśnie we wrzśniu owocuje. W tym roku jabłek jeść nie będę, ale we wrześniu każde miasto jest piękne.

Reklamy