Powoli dopada mnie jesienna depresja. Mój kontrakt kończy się za 3 miesiące i tak bardzo nie chciałabym go przedłużać. Nawet jeśli nie miałabym wtdy jeszcze innej pracy, mam nadzieje, że będę mieć na horyzoncie jakieś alternatywy.

Czy to, że kilka lat temu postawiłam po prostu na zarabianie pieniędzy nie odbija się teraz na całym moim życiu? Myślę, że w dużym stopniu tak.

Miałam niespełna 22 lata i zarabiałam w Polsce 5-6 tysięcy miesięcznie. Robiłam rzeczy, w których byłam dobra (czasem nie do końca uczciwa) ale nie miałam w tamtej pracy możliwości rozwoju, przynajmniej nie satysfakcjonujących.

Nie wiem czy tego żałuje, pewnie widząc co się dzieje teraz ze mną powinnam. Z drugiej strony wspominam ten czas bardzo dobrze. Ludzi, których tam poznałam. Chociaż nasze znajomości skończyły się wraz z moim odejściem. Nie odeszłam jak powinnam, pewnie w tym sęk.

Patrze na Nią i choć jej nie lubie trochę jej zazdroszcze. Tak jak ona kiedyś zazdrościła mnie. Moja mała motywacja, mój kop w dupe. Widocznie niezbyt jeszcze mocny, żebym poleciała do przodu.

Za chwilę paździenik, a ja chciałabym studiować znowu. Tym razem inaczej, dla przyjemności. Nie mam tu możliwości. Wiele spraw się na to składa. Myślę, że jak byłabym teraz w PL zapisałabym się na jakieś studia. Tym razem bez presji i dla przyjemności.

Weź się w garść. Proszę.

 

Reklamy