Za mną miły, choć zimny i deszczowy weekend. Udało mi się uciec na kilka do PL.  Kolejna wizyta za nieco ponad miesiąc połączona w wyjazdem w Włoch.

Miałam jechać w PL tylko pod koniec listopada, ale akurat się tak złożyło, że miałam 4 dni wolne pod rząd i postanowiłam to wykorzystać. Marzyłam o pięknej polskiej złotej jesieni, niestety pogoda była gorsza niż ta, którą przewidziałam na listopad.

Na szczęście udało mi się przywieść pół walizki moich ulubionych jabłek i zaliczyłam dość udane zakupy w sh.

Według moich założeń w obecnym miejscu będę pracować jeszcze tylko (lub aż!) 2,5 miesiąca łącznie z tygodniowym urlopem. Dziś znowu próbowałam wziąść się za szukanie pracy i ponownie nie wiem od czego zacząć i gdzie szukać. Historia trwająca dokładnie od 3 lat. Odkąd tu jestem nie mogę znaleść stałej pracy, którą bym choć trochę lubiła i która dawałaby mi godziwe pieniądze. Przeglądam historie swojego konta i wciąż marze o pensjach z przed 5 lat.

Wiem, że sukces to ciężka praca. Ale ja jestem w takim miejscu, że nie wiem od czego tą ciężką prace zacząć.

Mam 2,5 miesiąca na znalezieni pracy, która nie będzie gorsza od mojej obecnej i która da mi możliwości rozwoju, takie jakie bym chciała. Właściwie żadna poprzednia i obecna praca nie dawała mi możliwości rozwoju czy awansu, o który chciałabym się starać.

Jest też kwestia holenderskiego i w jakimś też stopniu angielskiego. Nie mam czasu wrócić na kurs, który też nie za dużo mi dawał. Najlepsza jest praktyka i tu wpadam w błędne koło. W obecnej pracy mój poziom na pewno się podniósł, ale nawet jakbym została tam jeszcze chociażby przez 2 lata to i tak nie rozwinie się on dużo bardziej niż teraz. Jestem w Holadnii już dokładnie 3 lata, uczyłam się go jeszcze w PL (czas trochę stracony) i wstyd mi, że nie mówie jeszcze tak dobrze jak bym tego chciała i że mój poziom nie pozwala mi szukać pracy w języku holenderskim.

Cóż… będę codziennie patrzeć na jej zielony płaszcz. Może to da mi kopa, by iść dalej

Reklamy